#10yearschallenge

Categories OGÓLNE

Bardzo spodobało mi się robiące obecnie furorę w mediach społecznościowych wyzwanie #10yearschallenge. W ramach tej inicjatywy odszukujemy nasze zdjęcie sprzed 10 lat, przypominamy sobie jacy wtedy byliśmy i zastanawiamy się nad tym co zmieniło się w nas i naszych życiach przez ostatnią dekadę. Ja bardzo lubię zdjęcia, wspominanie i chwile refleksji! ♥ Dlatego zainspirowana, z wielką radością sięgnęłam do mojego albumu pt. „2009” i powspominałam. Ah! Co to były za czasy!

W 2009 roku mieszkałam na Starym Mieście w Poznaniu w pięknej bardzo starej kamienicy. Nasze wielkie studenckie mieszkanie przypominało mi to z serialu „Friends” ze wspólnym salonem, kolorowymi starymi meblami i kuchnią, w której wspólnie gotowaliśmy. Mieszkanie było bardzo skromnie urządzone w większości gratami. Było też niezwykle klimatyczne pełne trzeszczących podłóg, kolorowych plakatów i dobrej energii.

Mieszkałam z moim chłopakiem, który w kwietniu ’09 w poznańskim parku stał się moim narzeczonym. Oprócz nas w mieszkaniu mieszkali także doktorantka Polskiej Akademii Nauk i jej chłopak perkusista zespołu punkowego oraz dwóch studentów ekonomii, fanów pokera i marihuany.

Mieszkanie ogrzewaliśmy starymi piecami i tylko co drugi dzień, by rachunki nie były zbyt wysokie. To w tym roku i w tym mieszkaniu pokochałam gotowanie, dzięki codziennemu podpatrywaniu koleżanki szykującej wymyślne wegańskie posiłki. W końcu sama zaczęłam eksperymentować w kuchni.

bebuszka poznańMój widok z okna – styczeń 2009

.

Studiowałam dziennie socjologię na Uniwersytecie im. A. Mickiewicza i byłam w tym pilna – miałam średnią ocen bliską 5,0. Czytałam teksty Webera, Comte’a, Marksa. Byłam fanką mikrosocjologii, socjologii wizualnej i badań metodami jakościowymi. Działałam w kole naukowym, wspólnie zorganizowaliśmy m.in. konferencję i Dni Socjologa. Na uczelnię jeździłam tramwajem nr 17.

Promocja koła naukowego i Wydziału

Działałam w stowarzyszeniu InActio, a rok później zostałam jego prezeską. Było to bardzo potrzebne stowarzyszenie działające na rzecz przyszłości zawodowej absolwentów socjologii. Organizowaliśmy ciekawe warsztaty, badania, staże.

.
W 2009 r. zaczęłam być wolontariuszką Poznańskiego Towarzystwa Hipoterapeutycznego – dwa razy w tygodniu pomagałam w opiece nad końmi i dziećmi podczas zajęć hipoterapeutycznych. Uśmiechy dzieci i ich postępy, ciepło i magia koni, śmiechy i żarty wśród wesołej grupy wolontariuszy. Kochałam to.

Przykleiłam się do Akademickiego Klubu Górskiego Halny, z którym od 2009r. jeździliśmy na intensywne rajdy w polskie góry. Każdy rajd wyglądał podobnie. Jechaliśmy pociągiem całą noc, następnie maszerowaliśmy po górach dziesiątki kilometrów. Po dotarciu do schroniska górskiego przez cały wieczór śpiewaliśmy turystyczne piosenki. Podczas rajdów zawsze dawałam radę, ale były one dla mnie tak trudnym fizycznie wyzwaniem, że na koniec dnia nie mogłam już chodzić.

Rajd wiosenny 2009:

Rajd październikowy 2009:

Marzyłam o zwierzaku, całe życie z nimi mieszkałam i brakowało mi zwierzyńca na studiach. W naszym studenckim życiu trudno było o przestrzeń dla kota lub psa, więc w 2009r. rozpoczęłam hodowlę myszek rasowych. Adoptowałam dwie myszki odrzutki, które urodziły się karzełkami i kupiłam jedną zdrową. Rozpieszczałam je bardzo.

Z narzeczonym i jego kolegami z Politechniki emocjonowaliśmy się walkami sumo robotów. Chcieliśmy stworzyć naszego robota, ale koszt części był za wysoki na nasze możliwości.

Gdy mieszkałam w Poznaniu, dość rzadko zaglądałam do rodzinnego Koszalina. Nie lubiłam zmieniać miejsca. Gdy odwiedzałam Koszalin to brakowało mi bardzo Poznania. Tuż po powrocie do Poznania, tęskniłam za Koszalinem. Starałam się oszczędzać sobie tych zawrotów sercowych. Na wakacje zapraszałam do Poznania moją młodszą siostrę i urządzałam jej liczne atrakcje, które chyba najbardziej podobały się mi. Gdy wracałam do domu rodzinnego, odwiedzałam nadmorskie plaże oraz ulubione łąki i pola.

To był jedyny rok, w którym farbowałam moje włosy. I to na rudo!

Rok 2009 zakończyłam obozem w Tatrach, na który jeździłam potem co roku. Podczas obozu mieszkaliśmy w szkole podstawowej w centrum Zakopanego. W jednej sali lekcyjnej na karimatach spało ponad 20 osób. Wspólnie uczyliśmy się jeździć na nartach, zdobywaliśmy szczyty górskie, jedliśmy obiady w ulubionej karczmie Adamo. Wieczory spędzaliśmy w naszej szkole na grze w siatkówkę, kalambury i na imprezach do białego rana. Nowy Rok powitaliśmy zjeżdżając na sankach ze stoku. Na tym obozie poznałam najwspanialszych poznaniaków, z którymi później spędziliśmy kupę czasu w pubie VanGogh i podczas wspólnych przygód.




.

.

Przemiło jest powspominać!

Czy się zmieniłam? Trudne pytanie. Z jednej strony bardzo, z drugiej wcale.

Najważniejsze jest to, że 10 lat temu lubiłam moje życie i żyłam z pełnym zaangażowaniem i że teraz po 10 latach nadal tak jest.

.

lato 2009

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *